czwartek, 31 maja 2018

Od Riley do Melindy

Przeciągnęłam się rozleniwiona na łóżku, powoli uchylając wciąż niemiłosiernie ciążące powieki. Kiedy już pokonałam złowrogą chęć ponownego zaśnięcia, po paru minutach zwlokłam się spod ciepłej kołderki i wolnym krokiem powędrowałam do łazienki. Oparłszy dłonie na gładkiej powierzchni umywalki, której chyba przydałoby się porządne odświeżenie, bo u dołu miała już nieco zardzewiałe elementy; spojrzałam zaspana na swe odbicie, co zdołowało (a może wręcz przeraziło?) mnie jeszcze bardziej, niż sama konieczność wstawania. Co tu dużo gadać, znowu siedziałam bez sensu z nosem w książce, zamiast położyć się o możliwie normalnej porze, co oczywiście skutkowało paskudnymi worami pod oczami, których nawet dobrze zrobiony makijaż, raczej nie byłby w stanie w pełni zatuszować. Lustereczko powiedz przecie, kto jest teraz najstraszniejszy na świecie?
Bez dłuższego roztkliwiania się nad swą paskudną urodą, przemyłam twarz strumieniem lodowatej wody. Na moje szczęście, takowa metoda okazała się być skuteczniejsza niż litry kawy, wypijane przeze mnie niemalże każdego poranka (aczkolwiek kawę też wypiłam, w końcu to już obowiązkowa pozycja, nieprawdaż?). Sięgnąwszy do przepełnionej do granic możliwości damskimi kosmetykami szafki wygrzebałam z jej mrocznych odmętów szczoteczkę i pastę do zębów. Po dłuższej chwili przeznaczonej na rozbudzenie, wślizgnęłam się pod prysznic. Nieoczekiwanie dobiegł do mnie odgłos pukania. Kto się tak dobija o tej porze? Przewróciłam oczyma z grymasem na twarzy i szybko narzucając na siebie ciuchy, które aktualnie znalazły się pod ręķą, w tym długą, luźną koszulkę, która powiedzmy sobie szczerze, nie pasowała ani trochę do reszty ubioru, ale mniejsza z tym; powędrowałam w stronę wejścia.
- Cześć, mogę wejść? - mym oczom ukazała się promienna twarz Melindy.
- Tak, jasne, wchodź - odwzajemniłam jej uśmiech, zmierzając spokojnym krokiem w stronę sąsiedniego pomieszczenia - Napijesz się czegoś? Kawa, herbata?
- Nie, nie. Ja w innej sprawie - wyjaśniła naprędce, sięgnąwszy do grubej, czarnej teczki, skąd wyciągnęła parę pogniecionych już po drodze kart - Cole i Dejan poprosili nas żebyśmy dostarczyły im pewną roślinę... - wskazała na nazwę o pogrubionym druku - Musimy znaleźć jadowitą tentakulę.
- Hm, nie chcę cię martwić, ale Venomous Tentacula nie należy do łatwo dostępnych roślin... - zamyśliłam się spuszczając wzrok na drewnianą posadzkę i po dłuższej chwili namysłu, zgarnęłam z półki jedną z książek, a konkretniej " Wielką Księgę Roślin" autorstwa Emily Ruby Sparks - tak, tak, tę wybitną pisarkę, na której punkcie w młodości miałam kompletnego bzika, ale pomińmy ten fakt.
- Diabelskie sidła, figa abisyńska, fruwokwiat, gryzące cebule... - przewracałam strony, skanując wzrokiem ich zawartość - O, jest! Jadowita tentakula!
Po dokładnym zapoznaniu się z rozdziałem poświęconym owej roślinie, nie pozostało już nic innego jak ruszać w drogę.
- Zastanawia mnie tylko dlaczego akurat tych roślin szukają... - brunetka spojrzała na fotografię podejrzliwie - ... nie wyglądają zbyt sympatycznie.
- To fakt, ale taka już ich natura - przyznałam, wyjmując z szuflady parę sztuk niewielkich, podłużnych, szklanych flakonów, które po chwili spoczęły sobie grzecznie w mojej torbie - Dobra, chyba mamy wszystko co będzie nam potrzebne.

Melinda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen