poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Od Riley CD Dejan

Sobotni poranek zaczął się dość spokojnie. Tak, zdecydowanie zbyt spokojnie... Czas dłużył się niebłagalnie, znęcając się nad mą psychiką, a w pokoju panowała martwa cisza, która tylko pogarszała sprawę, przywołując odległe wspomnienia. Przekręciłam się na drugi bok w nadziei, że jeszcze uda mi się zasnąć, jednak powieki bezczelnie odmówiły współpracy, przez co byłam zmuszona zwlec się z łóżka. Nie lubię dni wolnych, znaczy się, nie żebym była jakimś pracoholikiem, bowiem zaliczam się do grona osób raczej leniwych; ale zwyczajnie denerwuje mnie brak jakichkolwiek zajęć. Po szybkim uzbieraniu myśli, postanowiłam przelecieć się na mały rekonesans. Dochodziła siódma, okey, to chyba dobra pora. Przez pewien czas śledziłam wzrokiem przelatujące obok ptaki, wśród których o dziwo nie dostrzegłam ani jednego magicznego stworzenia. Z racji tego, iż nie miałam teraz nic ciekawszego do roboty, podążyłam za sporym stadem kruków, które rozproszyły się dopiero niedaleko parku. Usiadłam na jednej z pobliskich ławek, zastanawiając się co robić dalej. Promienie słońca odpędziły gęste chmury, okrywając swą świetlistą płachtą falującą taflę rzeki. Nieoczekiwanie usłyszałam w pobliżu głośny chlupot wody.
- Nic ci się nie stało? - zapytałam, spoglądając ze współczuciem na znajdującą się w wodzie dziewczynę.
Nieznajoma podniosła wzrok. Z wyrazu jej twarzy wyczytałam lekkie zakłopotanie, które na szczęście wraz z kolejnym zadanym przeze mnie pytaniem zastąpił delikatny uśmiech. Po chwili złapałam się na swoim chamstwie i zamiast bezczynnie się gapić, pomogłam jej wstać.
- Nie ruszaj się - poprosiłam wymachując energicznie dłońmi niczym jakiś nawiedzony indiański szaman, co pewnie musiało wyglądać wyjątkowo dziwacznie, ale nie wnikajmy w to zbytnio; przy czym odciągnęłam krople wody z jej ubrania, następnie przelewając je z powrotem do rzeki - Dobra, przynajmniej nie jesteś już mokra - uśmiechnęłam się, podając jej rękę - Jestem Riley.
- Dejan - odparła krótko kobieta, jednak w odpowiedzi na małe zdziwienie, którego niestety nie udało mi się zatuszować; dodała naprędce - Ale... Możesz też mi mówić Husky, jak ci wygodniej.
- Wobec tego miło mi cię poznać Husky - posłałam jej promienny uśmiech, dyskretnie zerkając kątem oka na piaszczysty brzeg - Jak ty się właściwie tam znalazłaś? - uniosłam brew z pytającym spojrzeniem.
- Em, właściwie to starałam się odzyskać swoją własność, którą nieopatrznie upuściłam do wody...
- Pomóc ci ją wyciągnąć?
- Nie, nie, nie! Znaczy się, i tak już nic z tej mapy nie zostało... - stwierdziła nowa znajoma, spuszczając głowę. Jej wzrok przez moment wędrował beznamiętnie po przybrzeżnych kamieniach.
- Wybacz, że o to pytam, ale skoro szukasz drogi to może mogłabym ci pomóc? Co prawda jestem tu od niedawna, ale parę miejsc już zwiedziłam więc... - popatrzyłam na kobietę, w oczekiwaniu na zgodę czy coś w tym rodzaju.

Dejan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen