piątek, 20 kwietnia 2018

Od Riley CD Christiny

Poranek był cudowny. Tak, bardzo cudowny... Aż do momentu, gdy przypomniałam sobie o materiałach, które miałam dostarczyć Radzie jeszcze w ten poniedziałek. Brawo, Riley, cóż za organizacja. Westchnąwszy ciężko, powędrowałam wciąż nieco ospałym krokiem do kuchni żeby wstawić wodę na herbatę. Parę łyków gorącego napoju w zupełności wystarczyło, by postawić mnie na nogi. Kiedy już się możliwie ogarnęłam, chwyciłam torbę gdzie wrzuciłam w pośpiechu mały, poręczny aparat, długopis i notes, czyli wszystko czego amatorskiemu badaczowi do szczęścia potrzeba. Tia, pięknie podsumowałam swoje ponad czterdzieści lat doświadczeń. No cóż, dotychczas zajmowałam się głównie stworzeniami latającymi, więc pozostało mi jeszcze dużo nauki, zwłaszcza jeżeli chodzi o centaury, buchorożce czy choćby najzwyklejsze trolle. Oby tylko nie zlecili mi badania siedlisk akromantuli, tego bym chyba nie wytrzymała, i nie chodzi tu rzecz jasna o lęk przed pająkami, bowiem z tym problemem ja akurat się nie borykam, niemniej jednak raczej nie uśmiecha mi się pakowanie do jakiejś ciemnej, wilgotnej jaskini zamieszkałej przez wesołą rodzinkę przerośniętych pajęczaków. Może los się do mnie uśmiechnie i spotkam gdzieś w pobliżu jakiś interesujący gatunek? Szkoda, że w Irlandii nie występują bystroduchy, sama ich obserwacja to czysta przyjemność.
Tak więc udałam się na mały rekonesans. Tym razem oddaliłam się nieco od plaży, kierując się na północny wschód. Zatrzymałam się dopiero niedaleko przełęczy, gdzie przechwyciłam dość nietypowe znalezisko, do złudzenia przypominające zarówno swą długością jak i strukturą pióro... Feniksa! Doprawdy, zagadkowa sprawa. O ile mi wiadomo owe stworzenia występują głównie w Egipcie, Indiach, a nieliczne grupy można spotkać także w Chinach, ale Irlandia...? Hm, coś mi tu nie pasuje. Przez pewien czas gapiłam się  jak zaczarowana na sterówkę. Ciekawił mnie jej odcień, ponieważ nie przypominał on typowo soczyście płomiennych barw, z którymi można się spotkać u większości ptaków typu Phoenix; ale żaden inny gatunek nie posiada takich piór. Czyżbym miała do czynienia z jakimś nieznanym podgatunkiem? Nie no, bez przesady, aż tak pięknie to na pewno nie będzie. Przez moment przebiegło mi po głowie, iż może to być lelek wróżebnik, znany również jako "irlandzki feniks" obecnie uznawany za gatunek, który przetrwał tylko i wyłącznie w niewoli. Przyznam szczerze, świadomość tego że owy ptak wciąż żyje na wolności... To byłoby piękne.
Nie zwlekając ani chwili dłużej, poleciałam dalej przez cały czas dokładnie lustrując oczyma wierzchołki pobliskich drzew, gdzie według ornitologów mogły gniazdować te stworzenia (lub mogą, o ile wierzy się w to, że faktycznie wciąż zamieszkują tutejsze tereny). Ku memu zaskoczeniu, a po części również rozczarowaniu, w pobliżu nie zauważyłam nic, co mogłoby wskazywać na obecność tego gatunku. Cóż, jedyne co mi teraz pozostało, to wrócić do domu i przebadać pochodzenie pióra. Przynajmniej będę mieć pewność.
Nieoczekiwanie dobiegł do mnie znajomy dźwięk. Donośne, a zarazem bardzo niskie wycie, mogło oznaczać tylko jedno - gdzieś tutaj jest wilk, a może i nawet więcej? Skoro nie udało mi się natknąć na żadną magiczną istotę, to czemuż miałabym przepuścić taką okazję? Obniżyłam się o parę metrów, starając się zlokalizować wzrokiem jednego z psowatych. Na szczęście, długo nie musiałam szukać. Dostrzegłszy całkiem sporą watahę, liczącą bodajże pięć osobników, wylądowałam paręnaście metrów dalej. Korzystając z tego, że zwierzęta były teraz pochłonięte jedzeniem, zdecydowałam się podejść bliżej i niezauważona przeczołgałam się między krzewy. Ostrożnie i powoli wsunęłam obiektyw kamery między gałązki. Sfora posilała się spokojnie, raz na jakiś czas samiec alfa szczerzył ostrzegawczo zęby, dając w ten sposób pozostałym członkom stada do zrozumienia, że to on i tylko on ma w tej chwili prawo pierwszeństwa. Największa wadera, prawdopodobnie jego partnerka, również zdecydowała się wycofać. Nagle doszedł do mnie cichy szelest liści. Zwierzęta obróciły się raptownie i choć przyległam do gleby, wiedziałam że się zbliżają. Bez chwili wahania poderwałam się do lotu, nim jednak zdążyłam zniknąć wśród drzew, mym oczom ukazała się jakaś dziewczyna, która znalazła się... Tuż przed krzewami. Przerażona skakałam wzrokiem to na nią, to na wilki. Kobieta obróciła się, w ułamku sekundy wytryskując złączonymi dłońmi promień światła, który przeistoczył się w iskry, w efekcie tworząc wielką, płomienną falę. Pewnie gdybym spotkała się z taką sceną na filmie, byłabym owymi efektami zachwycona, ale w obecnej sytuacji zdecydowanie bardziej przemawiał przeze mnie lęk, a niżeli fascynacja. Psowate rozbiegły się, znikając wśród leśnych gęstwin.
- Nie sparzyłam cię przypadkiem? - dziewczyna odwróciła się przez ramię w moją stronę, a tak jej się przynajmniej wydawało, bo triumfalny uśmiech dość szybko znikł z jej twarzy. Widziałam, że szuka mnie wzrokiem.
- Ekhem, tu jestem... - odezwałam się, sfruwając z gałęzi, która w obliczu zagrożenia zdawała się być najlepszym punktem, zarówno obserwacyjnym jak i obronnym. Ciemnooka uniosła powieki ku górze, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu, z lekkim zakłopotaniem. Zaiste, głos dobiegający z góry początkowo mógł w odczuciu nieznajomej, zabrzmieć trochę śmiesznie, a może i dziwnie, ale pomińmy ten fakt.
- Następnym razem uważaj. Wilki potrafią być agresywne, zwłaszcza gdy chodzi o pokarm - mruknęła nieznajoma i podała mi trochę ubrudzony piachem notes - To chyba twoje.
- Tak, dziękuję... - wyjątkowo byłam dość oszczędna w słowach. Przywykłam do tego, że zazwyczaj muszę sobie radzić w takich sytuacjach sama. Mimo, iż teoretycznie mogłabym się obronić przy wykorzystaniu swoich mocy, takowe metody raczej wydają mi się zbędne, zważywszy na to, że w każdej chwili mogę po prostu poszybować w górę. Niemniej jednak byłam jej wdzięczna, w końcu nie każdy ma tyle odwagi, by stanąć oko w oko ze stadem wilków. Nadal zastanawiało mnie skąd dziewczyna właściwie się tutaj wzięła. Dobra, mniejsza. Chyba wypadałoby się przedstawić.
- Jestem Riley - uścisnęłyśmy sobie dłoń.
- Christina, miło mi - kobieta odwzajemniła mój uśmiech - Gdybyś była cicho pewnie by się nie skapnęły, że w ogóle ktoś je obserwuje...
- Byłam cicho - wzruszyłam ramionami - Siedziałam spokojnie, aż nagle coś się za mną poruszyło, ale byłam bardziej zajęta sforą, sama rozumiesz... - speszyłam się nieco, zastanawiając się co powiedzieć dalej. Swoją drogą ciekawe z czyjej winy to całe zamieszanie.
- Widziałaś może już kiedyś takie pióro? - zapytałam z nadzieją w głosie, wyjmując sterówkę z bocznej kieszeni torby.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową - Niestety nie. Skąd je masz?
- Znalazłam niedaleko stąd... - odparłam, spoglądając na ślady łap pozostawione na piaszczystym podłożu - Dobrze, że natura nie obdarzyła wilków skrzydłami... - westchnęłam, poprawiając pasek od torby, która jak zwykle zsuwała mi się bezczelnie z ramienia. Na myśl o fruwających stworzeniach od razu przypomniało mi jak kiedyś na dachu domu mojej babci zadomowił się młody smok, opalooki antypodzki o ile się nie mylę. Hah, przemiłe było z niego stworzenie, aczkolwiek trochę uparte i krnąbrne, zwłaszcza gdy go ktoś wypraszał z domu. Pamiętam jak zaczął latać, rozwalając wszystko co się napatoczyło. No, właśnie wtedy po raz pierwszy doświadczyłam podpalenia przez smoka (oczywiście był to tylko niefortunny wypadek, ale i tak nie polecam).
Z rozmyślań wyrwało mnie dopiero kolejne pytanie nowo poznanej dziewczyny, którą najwyraźniej znudziła ta długotrwała cisza, zapoczątkowana mym bezsensownym komentarzem.
- Rozumiem że jesteś hodowcą, tak?
- Badaczem, ale początkującym - odparłam z uśmiechem na twarzy.

Christina?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen