wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Isleen - Powrót

Westchnęłam głośno i przeciągnęłam się gdy w końcu udało mi się wypełznąć z sali. To zebranie było po prostu koszmarne, zresztą jak każde. Wyjrzałam za okno. Gwiazdy wraz z księżycem wisiały już wysoko na niebie.
- Cóż za zmarnowany dzień. - Westchnęłam. Gdy udawałam się na zebranie, słońce jeszcze wisiało wysoko na niebie i cieszyło ludzi swym ciepłym blaskiem. Teraz już dawno zniknęło i ustąpiło miejsca swemu równie pięknemu bratu, księżycowi. Nie miałabym normalnie nic przeciwko tak długiemu spotkaniu pod warunkiem, że udałoby nam się cokolwiek ustalić, a tak naprawdę przez cały dzień Radni wykłócali się o przeróżne rzeczy i koniec końców niczego nie zrobiliśmy. Przeciągnęłam się po raz kolejny i ruszyłam w stronę ogromnych, drewnianych, pięknie zdobionych drzwi. Otworzyłam je szeroko i wzięłam głęboki oddech by poczuć przesiąknięte wonią kwiatów nocne powietrze. Zamykając za sobą drzwi, ruszyłam na spacer po ogromnym ogrodzie. Bez namysłu ruszyłam na północny zachód. Przemierzając tuziny przeróżnych roślin w końcu dotarłam do mojego celu. To właśnie tutaj kończył się ten ogromny ogród oraz teren budynku Rady Magów. Kamienny, opleciony pnączami murek był zasłonięty ogromną wierzbą płaczącą i jego fragmentu, który oznaczał koniec ogrodu nie było widać. Odsunęłam gałęzie i liście drzewa, dzięki czemu utworzyło się pewnego rodzaju przejście i mogłam iść dalej. Moim oczom ukazał się przyniszczony stary murek, a po chwili dostrzegłam znajomą kamienną ławkę stojącą przy nim. Mała fontanna stała w centrum tej małej oazy spokoju, którą niedawno odkryłam, a wierzba płacząca idealnie osłaniała to miejsce w taki sposób, że niczego nie było widać. Cóż, może nie była to tylko i wyłącznie jej zasługa, ale też i dużych rozmiarów lipy rosnącej po drugiej stronie murku oraz kilku innych mniejszych drzewek. Usiadłam na ławce i odchyliłam głowę do tyłu, dzięki czemu mogłam podziwiać nocne niebo. Korony drzew tworzyły prawie idealnie okrągłą dziurę przez którą mogłam podziwiać noc.
- Żyć nie umierać. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się do siebie szeroko. Miejsce to znalazłam ponad miesiąc temu. To był mój pierwszy tydzień pobytu w Irlandii. Gdy byłam młoda wyjechałam stąd i podróżowałam po wielu krajach. Widziałam naprawdę dużo niesamowitych rzeczy, ale według mnie nigdzie nie było tak dobrze jak tutaj. Widziałam, że postęp technologiczny idzie w bardzo dobrym kierunku. Bardzo dobrze udało nam się już usprawnić komputery i tym podobne przyrządy, a każde miejsce tętniło życiem. Irlandia natomiast została taka cicha i spokojna jak zawsze. I szczerze mówiąc to chyba zawsze za to ją kochałam najbardziej. Kochałam to miejsce tak samo mocno jak i go nienawidziłam. Cóż za ironia. Rozejrzałam się po mojej prywatnej oazie. Ogród Rady Magów był jednym wielkim zlepkiem różnych drzew oraz roślin, które zostały tu przywiezione z innych krajów. Niektóre oczywiście w normalnych warunkach nie miałyby szans na przeżycie tutaj, ale były stwarzane im idealne warunki za pomocą magii.
- Hmmm...Chyba czas wracać do środka. Jutro będę miała zapewne ręce pełne roboty. - Powiedziałam, ale mimo to nawet nie drgnęłam. - Mam tylko nadzieję, że nie spotkam tutaj nikogo "znajomego" - Wyszeptałam, robiąc w powietrzu cudzysłów. Oczywiste było to, że miałam na myśli swoją ukochaną rodzinkę.
- No nic...Pora iść. - Po jakichś trzydziestu minutach w końcu zebrałam się w sobie i ruszyłam w stronę mojego pokoju.

CDN. [Opowiadanie Własne, nie musicie na nie odpisywać, po prostu będę je sobie od czasu do czasu dodawać. Jeśli chcecie to oczywiście wy także możecie pisać sobie coś w tym stylu, tak po prostu dla siebie :D]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen