czwartek, 26 kwietnia 2018

Od Isleen CD Christiny

Podniosłam się z ziemi i spojrzałam na osobę z którą doświadczyłam mej stłuczki.
- Wszystko okay. - Powiedziałam i zaczęłam skanować dziewczynę wzrokiem.
- To dobrze. - Westchnęła z ulgą. - Wybacz, naprawdę cię nie widziałam. - Młoda dziewczyna dalej naciskała z przeprosinami.
- Już dobrze, dobrze, nic mi nie jest, naprawdę. - Westchnąwszy uniosłam ręce w obronnym geście.
- Jestem Christina Fenty, a ty? - Zapytała, wyciągając rękę w moją stronę.
- Isleen Salvere. Miło cię poznać. - Uścisnęłam jej dłoń i odsunęłam się delikatnie. Jej nazwisko nie powinno jej nic o mnie powiedzieć, chociaż...Moja rodzina jest naprawdę znana...Ale raczej nie powinna skojarzyć, że jestem członkiem Rady Magów. Nie lubiłam gdy ktoś dowiadywał się o mojej pozycji bo ludzie zaczynali wariować i dziwnie mnie traktowali, co najmniej jakbym była jakąś cholerną królową.
- Niedaleko jest miła kawiarenka, może masz ochotę się ze mną przejść? Wiesz, tak na przeprosiny. - Uśmiechnęła się do mnie, a ja powstrzymałam głośne westchnienie.
- Jasne, czemu nie. - Odwzajemniłam jej uśmiech i spojrzałam na drugą stronę polnej dróżki po której szłam. Takie uroki Kahalide. Zamiast zwykłych asfaltowych dróg były tutaj polne dróżki i bardzo to lubiłam. Tą kawiarnie dobrze znałam. "Seacláid"[1] to jedna z najpopularniejszych oraz najprzytulniejszych tego typu miejsc w Kahalide i często odwiedzałam tą kawiarnię. Weszłyśmy do środka i usadowiłyśmy się blisko okna.
- Więc...Pracujesz jako...? - Zagaiłam.
- Oh, jestem Hodowcą. - Odpowiedziała uśmiechając się. - A ty? - Zapytała. Na szczęście przed odpowiedzią na to pytanie uratowało mnie pojawienie się kelnerki. Nie miałam zamiaru kłamać na temat mojej pracy, ale też nie paliłam się by kogoś o tym informować. Kelnerka przyjęła nasze zamówienia i poinformowała, że za niedługo będą one gotowe.
- Co to? - Zapytałam, wskazując probówkę w której świecił się złoty pył.
- Ah, to... - Sapnęła, wyciągając z torby wskazany przeze mnie przedmiot i pozwalając mi się lepiej mu przyjrzeć. - To pył jednorożca, który udało mi się dzisiaj zdobyć. - Wyjaśniła.
- Prowadzisz badania nad jednorożcami? - Zapytałam, starając się odwieść ją od tematu wykonywanej przeze mnie pracy.
- Tak! Dzisiaj zdobyłam sporo cennych informacji! - Dziewczyna pokiwała z entuzjazmem głową. Po chwili kelnerka podeszła do nas i podała nam to co zamówiłyśmy. - Poza tym pyłem udało mi się zdobyć kilka włosów jednorożca. Mam zamiar zbadać obie te rzeczy! A nóż odkryję coś ciekawego! - Zapiszczała podekscytowana. Uśmiechnęłam się w duchu sama do siebie. Miło było widzieć kogoś kto tak bardzo interesuje się tym co robi i raduje się z choćby małego kroczku naprzód.
Nagle mój telefon zaczął wibrować w kieszeni mojej skórzanej kurtki. Zmarszczyłam brwi i sięgnęłam po małe urządzenie. Nieznany numer?
- Przepraszam cię na chwilkę, muszę odebrać. - Powiedziałam i czmychnęłam do łazienki. Upewniając się, że jestem sama, odebrałam telefon.
- Halo? - Mruknęłam niepewnie do telefonu.
- Witaj siostrzyczko. - Usłyszałam znajomy głos mojego starszego brata i z trudnością powstrzymałam zrezygnowane westchnienie.
- Czego chcesz? - Warknęłam do telefonu.
- Nic się nie zmieniłaś. Krnąbrna jak zwykle. Wiem, że wróciłaś do Irlandii. Przyjadę do ciebie za kilka dni. Musimy pogadać. - Zakomunikował.
- Nie. Ma. Mowy. - Wycedziłam. - Nie chcę cię widzieć, jesteś za głupi żeby to zrozumieć? Nie chcę widzieć ŻADNEGO z was. - Powiedziałam.
- Przestań strzelać fochy. Tak jak powiedziałem, przyjadę do ciebie za kilka dni. Na razie mam coś do załatwienia. - Westchnął, a moja cierpliwość zaczynała się kończyć. Zabawne, bo zazwyczaj jestem osobą której nie da się wyprowadzić z równowagi w pięć sekund. No, ale moja rodzina działała na mnie jak płachta na byka i wcale nie musiała się starać by wyprowadzić mnie z równowagi.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie, BRACISZKU! Jeśli zjawisz się tutaj albo ktokolwiek z tej chorej rodziny to potraktuję to jako zamach na moje życie i będę się broniła i za pomocą magi i za pomocą zwykłej broni, zrozumiałeś?! - Wykrzyczałam i nie czekając na jego odpowiedź, rozłączyłam się. Wyszłam okropnie zdenerwowana z toalety. Na szczęście w miarę udawało mi się opanować drżenie rąk które pojawiło się u mnie w wyniku wściekłości. Chyba będę musiała poprosić kogoś z Rady o mały magiczny sparing by wyzbyć się wściekłości.
- Wszystko ok? - Zapytała Christina gdy tylko zajęłam ponownie swoje miejsce naprzeciwko niej.
- Tak, tak. - Zbyłam jej troskę machnięciem ręki, nie chcąc się zagłębiać w ten temat. - Może opowiesz mi coś jeszcze o swoich badaniach? - Zaproponowałam, wysilając się na szczery uśmiech.


Christina? Wybacz, sporo czasu mi to zajęło >.<


[1] Seacláid to po irlandzku czekolada

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen