czwartek, 19 kwietnia 2018

Od Cole'a Do Kogoś

Dzień jak co dzień. Od czasu naszego przybycia do miasteczka wszystko się zmieniło. Przede wszystkim Anastasia nieco czuje się lepiej. Co prawda cieszyłem się naszym szczęściem oraz tym, iż wreszcie znaleźliśmy swoje miejsce aczkolwiek raczej nie byłem człowiekiem, który lubi siedzieć w jednym miejscu... Do tego zdecydowanie byłem przyzwyczajony do wędrówki, i mimo że tutaj mięliśmy o wiele lepsze warunki, to tak jakoś brakowało mi tego dreszczyku emocji. Wszystko stało się w miarę przewidywalne, a moje życie zmieniło się w jedną, wielką rutynę i melancholię. Chcąc się tego pozbyć, pierwszego dnia pobytu tutaj zacząłem chodzić na spacery zbierając przy tym wszelakie zaciekawione spojrzenia innych mieszkańców. Z słuchawkami w uszach przechadzałem się w tą i z powrotem przy okazji zwiedzając okolicę. Co nie zmienia faktu, że dalej nie byłem zadowolony ze swojego położenia...
Wieczory za to z reguły poświęcałem moim rozmyślaniom. Co jest ze mną nie tak? Dostałem wspaniały dom praktycznie za darmo i jeszcze wybrzydzam...
Nikły uśmiech zaczął wpełzać na moją twarz. Wtedy dotarło do mnie, że rzeczywiście jestem trochę dziwnym człowiekiem...
Z czasem jednak pogodziłem się ze swoim losem, choć często dalej chodziłem nabuzowany nie wiedząc co zrobić ze swoim nędznym żywotem.
Ograniczałem się głównie do codziennych spacerów, słuchaniu muzyki, rozmowach z An, a ostatnio zacząłem nawet pisać własne teksty. Po drodze wkręciłem się nieco w alchemię, co kompletnie do mnie nie pasowało, ale mówi się trudno.
Pewnego dnia jak zwykle udałem się na nieco dłuższą przechadzkę - tym razem biorąc ze sobą mój mały notatnik, w którym miałem zapisane wszystkie inspiracje i coś w rodzaju tekstów piosenek.
Standardowo włożyłem słuchawki do uszu i ruszyłem do siebie. Może spotkam kogoś ciekawego?
Chociaż powoli w to powątpiewałem. Pokręciłem głową na boki, odganiając wszystkie zbędne myśli i zmartwienia. Dzisiaj tak jakoś straciłem poczucie czasu i zapuściłem się trochę dalej niż zwykle. Nawet nie zauważyłem, gdy wstąpiłem w tą bardziej ,,dziką" część parku. Nie było tu ani ludzi, ani ławek więc wzruszyłem ramionami i niczym nie zniechęcony brnąłem dalej. Dopiero później zasiadłem sobie na jakimś pierwszym lepszym pieńku, wziąłem ołówek w dłoń i zacząłem coś bazgrać w zeszycie raz po raz zapisując jakieś słowa na pustej stronie.
 - Co tam piszesz? - spytał jakiś nieznajomy głos za mną a ja podskoczyłem lekko i obróciłem się w stronę dziwnej postaci.
 - Nic ciekawego... - Szybko zamknąłem zeszyt.  - Kim jesteś? - zapytałem z uśmiechem na twarzy.

Ktosiu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen