wtorek, 24 kwietnia 2018

Od Anastasii CD Vincenta

W Roikaele mieszkaliśmy już około tygodnia. Jak zwykle Cole miał nosa do ładnych miejscówek, więc nasze mieszkanie było przepiękne i w dodatku położone w urokliwej dzielnicy. Już od chwili, kiedy przekroczyłam próg, wiedziałam, że to jest moje miejsce na ziemi. Cały tydzień zleciał nam na meblowaniu i rozpakowywaniu się (choć nie było tego zbyt wiele). W końcu gdy nadeszła niedziela postanowiłam chwilę odpocząć. Od samego rana pogoda była cudna, więc stwierdziłam, że nie ma co marnować dnia i wyruszyłam na spacer po mieście. Z radością zauważyłam, że nie tylko ja chciałam się przejść. Na chodnikach były wręcz tłumy ludzi. Większość z nich uśmiechała się do mnie przyjaźnie, a niektórzy nawet zaszczycili mnie cichym powianiem. To miasto było dla mnie idealne. Nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłam. Był to szary kot, o przepięknych żółtych oczach. Od kiedy pamiętam miałam słabość do kotów, więc wyciągnęłam do niego ręce mając zamiar go złapać. Zwierze natychmiast odskoczyło i na moich oczach przemieniło się w ciemnowłosego chłopaka.
- Em... Wybacz. - mruknęłam nieco zażenowana, wpatrując się w mężczyznę. Od razu w oczy rzucił mi się zakrwawiony bandaż na jego barku, więc po chwili dodałam:
- Nic ci nie jest?
W sumie to głupie pytanie... Przecież dobrze widziałam, że jest. Chwyciłam go za rękę, z zamiarem zaprowadzenia go do mojego domu. W końcu jako uzdrowiciel mam wręcz obowiązek mu pomóc. Widząc jego zdezorientowaną minę oznajmiłam:
- Nazywam się Anastasia Conolly i jestem uzdrowicielem.
- Vincent... - powiedział słabym głosem, po czym zemdlał. Niewiele myśląc chwyciłam go za zdrową rękę i wciągnęłam na swoje plecy. Ugięłam się pod jego ciężarem, jednak powolutku ruszyłam w stronę mojego domu. Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę, ale nikt nie raczył mi pomóc. Z wielkim trudem dotarłam do mieszkania i przekroczyłam próg.
- Cole! Pomóż mi! Chodź tu szybko! - wrzasnęłam kładąc nieprzytomnego na kanapie.
- Miałaś nikogo tutaj nie uszkodzić! Przecież nie mamy go nawet gdzie zakopać! - roześmiał się Cole widząc Vincenta na kanapie.
- Zamknij się i biegnij po bandaże i coś do odkażania ran! Szybko! - warknęłam, po czym zajęłam się odwijaniem bandaża. Rana krwawiła dość obficie, ale na szczęście nie była zbyt głęboka. Chwyciłam za wacik przyniesiony przez Rodrigueza i spróbowałam oczyścić ranę. Następnie wzięłam się za odkażanie. O dziwo zrobiłam to dosyć szybko.
- Rusz się i pomóż mi go obandażować! - warknęłam do Cole'a.
- No pewnie! Najpierw uszkodzisz chłopaka, a potem Cole pomóż! Najlepiej! - prychnął Rodriguez, po czym podszedł mi pomóc. Wspólnie zanieśliśmy Vincenta do mojej sypialni i ułożyliśmy na łóżku.
- Dzięki. - mruknęłam do Cola i usadowiłam się na fotelu obok łóżka.
- Teraz masz zamiar siedzieć z tą śpiącą królewną?
- Owszem. Dopóki się nie obudzi... A co zazdrosny jesteś? - roześmiałam się.
- Chciałabyś! Szkoda mi tylko chłopaka... A co jak jeszcze bardziej go uszkodzisz? - zasugerował Cole.
- Hej! Nie moja wina, że powaliłam go swoim urokiem! - oznajmiłam, po czym zaczęłam się śmiać.

Vincent? Przepraszam za tego gniota...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black Farfallen